zabrali-mi-księżyc blog

Księga wspomnień

A tu bywam

tu zaglądam
ona3
ona2
ona1
mattkapolka
zycie-jest-snem
bo-zupa-byla-za-slona
forever-together
lizard-king
rof
zapach-snu
zniszczona-nadzieja

zdjęcia
Wojtuś
pasowanie na przedszkolaka
DOMOWE ANDRZEJKI
Urodzinki Adka i Krychy 2011
Be My Walentine 2011
słoneczna kuchnia
Roczek Hanulki :)
nauka pływania
pierwsze Świętaw Naszej Powiększonej Rodzinki
szaleństwa ostatkowe
wakacje 2009
Mała Królewna
Dzień Matki 2009r.
Rodzinny grill 24.05.2009r.
Osiągnięcia Niuniaka
Moja Rodzinka
Hania w pieluszce korekcyjnej
impreza Aleksowa styczeń 2009 r.
brzuchate zdjęcie- luty 2009
kwiaty we włosach
Norge 2007
ostatki 2007
Pusia
pierścionek zaręczynowy 26.11.2007 r.
samochód Aleksa
plaża przed domem :) IX 2007 r.
buźka :)))
Gdańsk- Jelitkowo 15.09.2007 r.
truskawy
weekend- okolice Kętrzyna 5-6 maja 2007 r.
spacer me&Adek 17 maja 2007 r.
pajączek
autoportret
weekend nad morzem Trójmiasto 21-22 kwietnia 2007 r.
pocztówki wielkanocne
wielka sobota -„święconka”
wielki piątek- moja pocztówka z pisankami
para idealna :))
ślub i wesele Marty i Sławka
kwiatu na dzień kobiet
Adek i jego żaba- pole biwakowe
Sylwester w Brukseli
Andzia przed urodzeniem Michasia
lasencje przed disco
grupa z terapii zajęciowej

piosenki
Way back into love

MOJE PRZEPISY
żołądki drobiowe w sosie koperkowym
kuleczki ziemniaczane
muffiny z żurawinami
blok

uśmiechnij się
żaby
koniki
zawsze razem
tantra
flowers
sia la la...
ba!
no własnie...
rodzynek
a to chomiki :)



sztuczne serce
pajacyk
blog



2012-05-15 13:47:23
613. Stare, ale za to jakie jare :)))))))))

Dream a litlle dream of me

Stars shining bright above you
Night breezes seem to whisper "i love you"
Birds singin’ in the sycamore trees
Dream a little dream of me

Say nighty-night and kiss me
Just hold me tight and tell me you’ll miss me
While I’m alone and blue as can be
Dream a little dream of me

Stars fading but I linger on dear
Still craving your kiss
I’m longin’ to linger till dawn dear
Just saying this

Sweet dreams till sunbeams find you
Sweet dreams that leave all worries behind you
But in your dreams whatever they be
Dream a little dream of me

Stars shining up above you
Night breezes seem to whisper "i love you"
Birds singin’ in the sycamore trees
Dream a little dream of me

Sweet dreams till sunbeams find you
Sweet dreams that leave all worries behind you
But in your dreams whatever they be
Dream a little dream of me

Yes, dream a little dream of me


skomentuj (0)
2012-05-15 09:11:30
612.
Przeczytalam jeszcze kilka swoich ostatnich notek i zapomniałam, że nic nie napisałam o wspaniałym tygodniu Hani.

Tym tygodniu, w którym połknęła spinkę. Spinkę odzyskaliśmy w poniedziałek :))) Ostre zatwardzenie, ale przeszła :)))

W sobotę Dziadzio zajmował się Wnuczką a że gulną sobie jedno piwko, to zmuliło go na sen. I uspał się biedny, a Hania w tym czasie zmieniła kolor skóry. I teraz quiz... Co dopadła Hania???



Ręce mi opadły i nawet chwilę nie byłam zła, śmiałam się jak niemowlak.
No a we wtorek (zaraz po owej sobocie) Córa malowała sobie sama paznokcie (a przy okazji rajstopki, sukienkę, majtki)... MASAKRA... Mało tego Ja i Mama byłyśmy z Nią w pokoju, patrzyłyśmy na Nią, a ta wsunęła się w kącik za teatrzykiem (takim parawankiem) i wykorzystując 30 cm przestrzeni ukryła od nas lakier i wymazała się bez naszej zgody i wiedzy...

Teraz wogóle ma jakiś taki durny okres malowania po ścianach (wczoraj nastawiała mi na ścianie na korytarzu pięknych pieczątek), sprzątania łazienki (szorowanie kibla szamponem do włosów lub oilatum - bezcenne, a zalewanie podłogi 2 cm warstwą wody równomiernie rozprowadzoną po całej łazience - za takie pomysły możesz zapłacić kartą Visa ;))), włażenie do wszelkich dziur lub dla kontrastu na najwyższe szafki, pielenie grządek Babci, zrywanie wszystkiego co zielone z kolorem i dawanie do zjedzenia dla Pimpka lub przynoszenie kochanej Mamusi, otwieranie okien (to chyba najbardziej niebezpieczne i najbardziej się tego boję) oraz wiele wiele innych pomysłów...

Córa jest fenomenalna... A czasami wygląda jak anołeczek... Prawda???


A tak wyglądają Moje Maluszki razem:


I na koniec - ekstremalne pozycje snu Mego Syna:





skomentuj (0)
2012-05-15 08:17:06
611.
Heh... ostatnimi czasy czas wlecze mi się niemiłosiernie, jednak z drugiej strony zapierdziela jak szalony.
Wlecze się, bo do wyjazdu niby blisko, ale tak daleko, a zapieprza, bo nawet nie wiem kiedy mija dzień za dniem - kompletnie na nic nie mam czasu... Zmora niemiłosierna.

Wiekszość zakupów na wyjazd już porobiłam. Moje spłukane konto przez allegro doładowałam pożyczką od Rodziców (część kasy na domek) i znów spłukałam. Trochę jestem na siebie zła, ale jak pomyślę o pogodzie w Norge (wieczny wiatr i deszcz) mijają mi wszystkie wyrzuty sumienia. Nakupiłam ciuchów sobie i Dzieciakom (głównie sobie, bo Dzieciaki mają tego wszystkiego tyle, że ledwie się w szafach mieści), wózek dla Młodego (oraz pełny zakres wszelakich akcesorii do niego), trochę zabawek (w końcu za dwa tygodnie dzień dziecka), ech... Teraz jak już konto świeci wielkim debetem nie mam jak rozwalać kasy... :)))

W niedzielę Chrześniaka komunia. Kiedy on mi tak szybko urósł? Z tej okazji dostałam nawet od Sis śliczne zaproszenie :))) Za tydzień kolejna komunia - Mżonka bratanicy, no a potem 12 przyjeżdża Mąż. Hanka to już sama z siebie wychodzi - tak bardzo za nim tęskni.

Ciągle pracuję nad tym Moim Dzieciem i im bardziej się staram, tym bardzej boli, gdy mi nie wychodzi. Czy bunt trzyatka trwa kolejnych 20 lat??? Boje się myśleć. Póki co widzę, że jestem fatalną Matką. Drę japę na Córę, szantarzem osiągam cele... momentami nawet nie mam ochoty robić zupełnie nic i wysyłam ją do Dziadków. Boję się, że Jej poczucie bezpieczeństwa jest na tyle zachwiane, iż nic już nie da się z tym zrobić.
Dziś w nocy parę razy wybudzała mi się z płaczem i mówiła, że atakują ją pająki. Potem ni z tego, ni z owego zapytała dlaczego zamknęli mnie w klatce. Brrr... A może niew szystko jeszce stracone. Cholibka... tak bardzo brakuje mi wsparcia Mżonka, wspólnego przeżywania tego trudnego, ale także pięknego okresu rozwoju naszych maluchów. Nie mam do kogo się przytulić, łzy wsiąkają wyłącznie w poduszkę. Mama już nie zwraca uwagi na moje narzekania, tak dużo ich jest...
Oglądałam przedwczoraj fajny film "Mama w opalach" - ta kobita to miała przerąbane, a mimo to znajdowała w sobie siłę, aby z uśmiechem zajmować się Dziećmi, aby dalej kochać swego męża, aby poświęcać czas swojej pasji - pisaniu. A JA? Jaka jestem? Czy nie zapominam się? Trwonię czas na bzdurne internety, wylegiwanie się w łóżku, oglądanie filmów kosztem cieszenia się życiem.

Nawet Mamuśka stwierdziła, że uśmiecham się wyłącznie wtedy kiedy podchodzę do Wojtka. Nie umiem cieszyć się małymi przyjemnościami, bo sama ich unikam. Coś strasznego.

Mój fenomenalny superbrat wymyślił ostatnio interes życia. Chce założyć aptekę. Wszystko byłoby piękne i cacy, tyle, że na ten życiowy interes bierze bardzo duży kredyt pod zastaw domu Rodziców. Oczywiście Rodzice o zdanie zapytali wszystkie swoje dzieci i chyba tylko Ja miałam coś przeciwko. A no bo: interes tego typu to dość spore ryzyko, a kredyt, któy brat bierze, jeżeli nie będzie spłacany odbierze Rodzicom dom. Nie będą mieli gdzie mieszkać (a z Nimi przepadnie też Mój azyl). Rozmawiałam wczoraj o tym z Młodą i Ona przekonała mnie, że tak na prawdę to nie moja sprawa. To Rodziców dom i mogą z nim robić to, co uznają za słuszne. Oczywiście racja. Powiedziała też, że jak brat splajtuje, to w jego interesie będzie zapewnić Rodzicom dach nad głową. Tyle, że na tyle na ile znam brata to pewnie na mnie spadnie ten obowiązek, a tak szczerze mówiąc nawet nie wyobrażam sobie jak bym miała zapewnić im byt, kiedy sama jeszcze tego nie potrafię. Oczywiście jeżeli będę w mocy, zrobię to, ja tylko boję się, że stracimy nasz kochany kącik :(((
Nic dla Męża nie mówiła. On jest tak cięty na Rodziców, że nie chcę czuć się jeszcze gorzej przez Jego wyrzuty. Na pewno krytykowałby Ich pomysł jeszcze bardziej niż ja i Miałby kolejny temat do "obsmarowywania Ich". No a przecież to nie Jego sprawa. Wszystko w swoim czasie. Najpierw ja muszę to przetrawić, pogodzić się z tym, aby móc rozmawiać na spokojnie...

Najgorsze jest to, że moje poczucie posiadania swojego miejsca w świecie zanika... Polska - 67 lat pracy i już przed wyjazdem za granicę nie chcę tu wcale wracać. Teraz pomysł brata - jeżeli stracimy naszą chałupę, to nie będę miała do czego wracać...
Nasz domek zbudujemy pewnie dopiero na dochowanie (w zasadzie budujemy go dla Hani i Wojtusia), więc co mi pozostanie??? Norwegia lub wioska... Dwie alternatywy spośród których Mąż na 200% wybierze wioskę. Wspaniała perspektywa, która zatrzęsła moimi fundamentami poczucia bezpieczeństwa. I jak tu funkcjonować normalnie? I jak tu nie martwić się kredytami?

12.05 dałam Wojtuśkowi pierwszy raz obiadek z mięskiem :))) Muszę tu zapisywać takie rzeczy, bo nie mam czasu i chęci wypełniania jego albumu maluszka. Tzn. chęć mam, ale sił duchowych mi brak. Jak się w końcu za to wezmę będę balować ze trzy dni :)))

Hani album przedszkolaka już trochę powypełniałam. :)
skomentuj (0)
2012-05-10 02:02:30
610.
Jak mnie irytują ludzie, którzy strasznie mądrze wypowiadają się na temat wychowania dzieci sami ich nie mając, lub też gdy dzieci mają, ale ich nie wychowują, bo są np. za granicą. W takich właśnie sytuacjach mam ochotę na niejednego nawrzeszczeć. I tak:
1. W sobotę na grillu u Megi jedna taka laska ślicznie wypowiadała się na temat rozpieszczania dzieci, zachowania umiaru we wszystkim i nie pozwalaniu, aby dziecko dostawało wszystko tylko dlatego, że płacze. Pięknie i gurnolotnie brzmiało to w jej ustach. Tak pięknie, że chyba jej włosy z głowy powypadają, jak już swoje dzieciaki będzie miała. Zmyłyśmy z Magdą jej gowę do ostatniego włoska (oczywiście wyłocznie w relacji ja-Magda, bo gdzieżby inaczej).
2. Rozmawiam dziś z Mężem i nagle ni z gruszki ni z pietruszki zaczyna krytykować moje metody wychowawcze. Gada, że nie mam za grosz konsekwencji. No h... mnie strzelił. To ja męczę się jak cholera, codziennie budzę się z zaparciem, aby jakoś dotrwać do końca dnia. Wyję wieczorami, tak nie raz jest mi ciężko, a On jeszcze śmie mnie krytykować. A żeby tak k... on non stop był sam wyłącznie z rozwydrzonymi dzieciakami. Oczywiście, że wiem, że ma rację i swoimi metodami kopię sobie dołek, bo wystarczyłoby trochę samozaparcia i spokoju. Niestety mam wielki problem z poradzeniem sobie z własnymi emocjami, własnym gniewem, stresem, złością na cały świat. Skąd więc mam znaleźć siłę na wychowywanie dzieci.
Czasami zastanawiam się jak wyglądałoby moje życie bez nich... Dzieci od zawsze były moim marzeniem, a kiedy ono się spełniło, nie umiem się w tym odnaleźć. Ach. Nawet nie potrafię się na ten temat porządnie wysłowić.

Dobra to teraz z innej beczki.

Spłukałam się totalnie z kasy. Pokupiłam sobie sporo gadżetów dla dzieciaków i teraz mam trochę lżej. W końcu karmić malucha można trzymając go na kolanach, ale po co, skoro bardzo wygodnie jest karmić go w foteliku. A co, nie stać??? Żałuję, że już przy Hani nie kupiłam sobie porządnego krzesełka. Dzisiejszy obiadek dla Młodego był naszą wspólną rozkoszą. On cieszył się z szybko zapełnianego brzuszka, a ja, że przy okazji jedzenia nie boli mnie kręgosłup lub tyłek (w zależności od wcześniejszych pozycji karmienia - z podłogi, pochylona na łóżku, etc.), że przy okazji jedzenia nie muszę wszystkiego zapierać dookoła (nawet ślniaka mieliśmy czystego, gdzie zawsze upaćkaliśmy także bodziaka, ścierkę, a w skrajnych przypadkach także mnie i całą przestrzeń dookoła). Dobre siedzenie, fajna tacka, regulacja wysokości siedzenia dzieciaka. No rewelacja. Kocham ten sprzęcior.
Kolejny duży zakup dopiero przyjdzie. Mój wyczekiwany wóxeczek. Ponad 3 tygodnie zastanawiałam się jaki kupić. Spać po nocach nie dałam rady, ale w końcu wybrałam, znalazłam, wypróbowałam i kupiłam na licytacji allegro. Dziś został wysłany więc jutro, pojutrze powinien dojść. Zobaczymy czy sprosta moim oczekiwaniom. Ale przecież dalej mogłam jeździć wózkiem, gdzie koła zjeżdżają na jedną stronę, podczas gdy ja chcę jechać prosto, gdzie rączka wogóle nie trzyma się w pozycji do pchania wózka, gdzie przez szpary w budce dzieciak może nawet wyfrunąć. Tak tak moi drodzy. Nasze mamusie ciągały nas na rękach. A teraz im to tylko garbem wychodzi. Ja kupuję sobie ekstra sprzeta i mam głeboko w poważaniu to, że kosztuje nie wiadomo ile. Jak teraz siebie nie rozpieszczę, to chyba już nigdy nie będę miała do tego okazji.
Reszta zakupów to jakieś drobiazgi, np. prezent dla Młodej na dzień dziecka (koniki My Little Ponny), sandałki na podwórko, parasolka do wózka, lekarstwa, Oilatum, etc. Z drobiazgów powstał oto gigantyczny debet na koncie i gdyby nie fakt wyjazdu pewnie bym się zapłakała. A tak jedna wypłata spłaci moje zadłużenie. Oczywiście ta ostatnia, którą dostanę już po wyjeździe.

A propos wyjazdu. Znów mam mentlik i z dnia na dzień boję się coraz bardziej. Mąż powiedział dziś, że chce zabrać ze sobą trampolinę, a we mnie coś zaczęło krzyczeć. Nie bierz. Przecież tutaj jest jej miejsce. A przecież Mąż kupił ją dla Hani i to właśnie Hania będzie najbardziej rozpaczać, ajk nie będzie miała jak sobie pobrykać. Kurde, sama nie wiem...
Kupujemy przyczepkę więc powinniśmy wszystko zmieścić.Ech... Czy ten wyjazd będzie trwał pół roku, rok, dłużej??? A może wrócę po miesiącu... Boję się... im bliżej wyjazdu, tym bardziej...

Na koniec jeszcze streszczenie minionych dni:
od poniedziałku 30.04.2012 Wojtek przewraca się z pleców na brzuch (ciągle jak bumerang).
Od worku do piątku zaszczycił nas Książę ze swoją książęcą rodzinką i byłam uziemiona w domu. Jak mnie ten człowiek drażni. Jego piękna córeczka jest wspaniała, delikatna i ach i och, a moja Hanusia to diabel wcielony. Już nawet mamie nerwy puściły i czepnęła się do Księcia, że nie ma prawa wychowywać nie swojego dziecka, bo to rola rodziców a nie jego. Wrrrrrrrrrr... Jakbym mogła, to bym go rozszarpała...
W sobotę zapakowałam Dziaciaki i zmyłam się do Megi. Tam dzieciarnia non stop na podwórku, na placu zabaw, w ogrodzie, etc. Wyszalały się za wsze czasy,a ja i Megi wygadałyśmy się tyle samo. Wieczorkiem z soboty na niedzielę, po położeniu dzieci spać zrobiliśmy sobie grilla wraz z sąsiadami. Było bosko. I tu również chwała i cześć gadżeciakom - niani elektronicznej, bez której taki wypad byłby niemożliwy.Nocowaliśmy oczywiście u Megi i pół niedzieli także spędziliśmy u niej.
Poniedziałek i wtorek rozpoczął się nadchodzeniem pozamawianych na allegro rzeczy więc póki co, ugrzęzłam w domu. Tyle, że dziś udało mi się wyrwać do Sis po południu (listonosz i kurier byli rano więc popołudnie free). Bachurstwo szalało na placu zabaw, a ja i Mamuśka zmusiłyśmy Sis do wyjścia z domu (długo się opierała, ale w końcu nie miała wyjścia). Fajnie nam się gadało. Hehehe...
Z okazji powrotu Dziadka do pracy znów mam na głowie jeden obowiązek, a taki mianowicie, że jak ma na popołudnie do pracy, to po południu ja zabieram dziewczyny z miasta do domu (dziewczyny = Babcię i Hankę). W sumie może to i dobrze, bo chociaż trochę dupę przewietrzę.

Stwierdziłam dziś, że chyba zaczęło mi trochę już brakować tego mojego ciągłego latania. Rok w domu, to zdecydowanie za długo i czas odświeżyć stare znajomości. Dopóki oczywiście nie ugrzęzne gdzieś daleko w Skandynawii... A tam białe niedźwiedzie do drzwi pukają a renifery pasą się pod oknem... Heheheehe... Justa pamiętasz nasze pozdrowienia z Vallset? Z krainy łosia i łososia??? Tak jakoś mi się ostatnio przypomniało...

skomentuj (2)
2012-04-30 00:36:55
609.
Ostatnimi dniami pogoda jest rewelacyjna. Temperatura prawie pod 30 stopni (na słońcu pod 40), delikatny wiaterek. Aż się żyć chce. Z tej okazji spędzam z Dzieciakami jak najwięcej czasu na podwórku. Młodego to wogóle zaczęłam zahartowywać i wyciągam na dwór w samym bodziaku i skarpetkach. No plus czapeczka oczywiście.
Wybrałam się więc na spacerka i dziś, ale przy szosie musialam zawracać, bo samochoy jechały i jechały a ja z maluchem i wózkiem nie miałam szans na przejście na drugą stroną. Na szczęście z opresji wybawiły mnie siostry cioteczne, bo i one wraz ze swoją dziatwą wybrały się na spacer. A wiadomo - trójka dorosłych nawet na siedmioro maluchów to jednak zdecydowanie bezpieczniej. Spacerek był bardzo miły, potem jeszcze pobrykaliśmy na trampolinie. Sielanka :)

Wczoraj był u nas książę ze swoją rodzinką. Ten człowiek tak bardzo działa mi na nerwy, jak mało kto. Aż dziw, że sama z własnej woli mieszkałam z nim na stancji ponad rok.

Wojtka nafaszerowałam dziś nowościami - szpinak z ziemniakami - 4 łyżeczki, a potem podczas naszego obiadu tak bardzo wodził oczami za moją łyżką, że w końcu się zlitowałam i dałam mu kilka łyżek ziemniaków obiadowych (takich rozgotowanych, potłuczonych z solą i masełkiem). Pycha. Aż nogami fikał i krzyczał o jeszcze. Hehe...

Jutro rano pędzę z Młodą na badania w kierunku posiadania przez nią robaków. Ma paskudną wysypkę za każdym razem gdy się stuknie lub zadrapie. Dermatolog mówi, że to taka naturalna pokrzywka i nie jest groźna, ale wygląda niezbyt fajnie i może być związana właśnie z atakiem organizmu Młodej przez jakieś cholerstwo (owsiki????). Zobaczymy za trzy tygodnie.
skomentuj (0)
2012-04-29 01:52:06
608.
Zapisane 26.04.2012

Od porodu Wojtusia nie miałam jeszcze okresu. Ostatni miesiąc dzień w dzień obiecywałam sobie, że już >jutro< kupię test ciążowy i w końcu pozbędę się wątpliwości. Jakiś koszmar dosłownie. Dwa razy nawet śniło mi się, że robię test i wychodzi mi pozytywnie.
Strach głównie wiąże się z tym, że "niebo zwaliłoby się mi na głowę". Musiałabym przeorganizować własne życiowe plany. Na zawsze utknęłabym w domu z Rodzicami. Trójka małych dzieci = 100% nerwica (już mało brakuje). Musiałabym kombinować opiekunkę do dziecka (dla Wojtusia), bo przecież jakiś czas trzebaby było pracować żeby znów móc iść na zwolnienie lekarskie. Nie miałabym jak się gdziekolwiek ruszyć. Strach polmyśleć co jeszcze...
Na pewno nie brałabym pod uwagę usuwania ciąży. Jest to wbrew wszystkiemu w co wierzę.
Wczoraj zebrałam się na odwagę... kupiłam test, a dla większej wiarygodności zrobiłam go dziś rano....
NEGATYWNY!!!!!!!
To straszne, ale nie wiem jak bym sobie poradziła. Nie chcę na razie dziecka. Wogóle nie wiem czy jeszcze zdecyduję się na trzecie (może kiedyś, ale na pewno nie teraz). Najbardziej gryzłoby mnie to, że nie chcąc dziecka będę je miała. Brrr... Dobrze, że nie muszę się tym martwić.
Straszna jestem... wiem...

Zapisane 24.04.2012

od soboty 21.04.2012 Młody guga
23.04.2012 na prośbę babci "powiedz baba" śmieje się i guga babababa ale tak nieświadomie

Zapisane 28.04.2012

28.04.2012 dalszy ciąg rozszerzania diety Wojtka - zupa ogorkowa 4 lzyki
skomentuj (0)
2012-04-14 01:16:38
607.
I znów uzależniłam się od cholernych gierek. Chyba mnie porąbało.

Młody od wczoraj rozpoczął kolejny etap życia. Tfe wróć - od przedwczoraj (znaczy się od czwartku).

Zaczęłam karmić go marchewą (dwie łyżeczki w czwartek, trzy w piątek). Na razie wydaje się, że wsio jest ok więc kontynuujemy.
Samodzielnie zaczął podnosić się do siadania z półsiadu na moich kolanach. Tzn. ściślej rzecz ujmując - kiedy kładę go na zgiętych kolanach podnosi głowę i kark sam z siebie.


Od jakichś dwóch tygodni wędruje mi po całym łóżku i nie ma mowy o pozostawieniu go na nim choćby na sekundę. Na brzuchu leży już jak stary. Hanka czyta mu bajeczki a On zadowolony guga sobie do niej. Śmieje się w głos (w zasadzie od trzeciego miesiąca), ma wyczesane łaskotki i ku mojej wielkiej radości śmieje się przez sen do cyca, do samego siebie. Wspaniałe uczucie (zwłaszcza, że Nula non stop wyła przez sen). Kocham te Moje Maluszki.

Hanusia jest wspaniałą Siostrzyczką. Dużo mi pomaga, zajmuje się Braciszkiem i prawie nie jest o Niego zazdrosna. Fajnie to się mi poukładało...
skomentuj (0)


Moje wspomnienia

2012
maj
kwiecień
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
kwiecień
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty